"Dzień jak co dzień", rzec by się chciało - dzieci wchodzą do sali - jedne wesołe, inne zaspane, a jedno.... chore. Pani podchodzi do mamy i stwierdza fakt, na co mama próbując przemyślanej po drodze strategii, odpowiada: "Jak to?Nie, jest zaspana, a po za tym Laura tak lubi tu przychodzić, panie są takie miłe, ona tak świetnie się tu czuje". Pani wychowawczyni jest jednak nieustępliwa i odmawia przyjęcia dziecka do grupy, na co mama ulegając nagłej metamorfozie, zupełnie jak Doktor Jekyll w pana Hyde'a, wybucha: "Będzie wojna! tak proszę pani, to skandal, co ja teraz mam zrobić? ja do pracy muszę iść, a Wam się moim dzieckiem nie chce zajmować". Takimi słowy pożegnała się obrażona rodzicielka pewnej trzylatki, którą odesłano do domu, zanim zdążyła się rozebrać. Cóż, powszechnie wiadomo, że najlepszą obroną jest atak.
Przyczyna odmowy przyjęcia do grupy tego dziecka wydawała się oczywista, choć niestety nie mamie. Małe, biedne dziewczątko przymykało zaropiałe, czerwone oczy, a na deser oblizywało zielony katar... Uroki przedszkolnego życia. Nie trzeba kończyć studiów medycznych, by zauważyć, że pociecha niezadowolonej mamy ma zapalenie spojówek, a na dodatek coś się dzieje w dziecięcym nosie. Nauczyciel w przedszkolu chce wierzyć całym swoim pedagogicznym sercem, że kochający rodzic zrobi wszystko, co w jego mocy, by uszczęśliwić swoje dziecko, nawet kiedy zaprowadza je chore do przedszkola. Jednakże miłość do dziecka musi łączyć się ze zdrowym rozsądkiem i nim właśnie powinna kierować się zbuntowana mama, gdy podjęła decyzję o przyprowadzeniu córki do przedszkola, w stanie bynajmniej świadczącym o dobrym zdrowiu.
Przedszkole to miejsce, w którym przebywa ogromna ilość dzieci wspólnie bawiących się w sposób, o którym rodzicom się nawet nie śniło. Spędzają ze sobą każdą chwilę, dosłownie! Czasem zdarzy się, że biorą coś do buzi, co przed chwilą było konsumowane przez kolegę, innym razem wspólnie siadają na sedesie albo myją zęby jedną szczoteczką, ponieważ "on, proszę pani, ma szczotkę z autem, a ja nie". Takie rzeczy to codzienność przeciętnego przedszkolaka, dlatego tak ważnym jest, by przyprowadzając pociechę do przedszkola była ona, najprościej rzecz ujmując, zdrowa! W końcu każdemu rodzicowi zależy, by ich maluch nie chorował, a tego można uniknąć pod warunkiem, że dorosły wykaże się odpowiedzialnością i nie będzie przemycał chorego brzdąca w szeregi wspólnoty przedszkolnej. Przecież, Drodzy Rodzice, to może się obrócić przeciwko Wam! Tato pokrętnie tłumacząc się alergią, licząc na brak przejawów inteligencji nauczycielki, domyślającej się jednak podstępu, kiedy to z nosa malca ciekną zielone stróżki, a czoło wykazuje zbicie temperatury do 35 stopni silną dawką anty uderzeniową w stylu nurofen- sam sobie szkodzi!Choroba się rozwinie, zwłaszcza w środowisku innych potencjalnych, małych nosicieli zarazków. Zamiast pięciu dni w domu, spędzą tam minimum dwa tygodnie, najprawdopodobniej łykając antybiotyk, po którym powinno się zostać jeszcze tydzień w domowych pieleszach - ponieważ żaden szanujący się pediatra nie wypisze tak zwanej zdolności do przedszkola po chorobie. Nie warto, to przecież oczywiste! I już na koniec, Kochani Rodzice, musicie być świadomi, że my nauczyciele wiemy wszystko, co dzieje się za drzwiami Waszego domostwa. Wasze pociechy z nami rozmawiają tak jak jeden z moich podopiecznych: "Powiem pani coś w tajemnicy, mama dała mi syrop, ten "bum" (ibum, jak się domyśliłam) i powiedziała, żebym nic nie mówił, bo to tajemnica".
I co? I nic...zapalenie oskrzeli i zwolnienie z pracy... na trzy tygodnie.






